ROZDZIAŁ VI
Miałam przepiękny sen, tak był najlepszy. Może spowodowały go wczorajsze wydarzenia, tak może spowodował go Bartek. Nie mogłam zapomnieć o tym co wczoraj zrobił. Myślałam o nim, przed snem i jak się obudziłam.
Ubrałam się szybko, a następnie poszłam na śniadanie.
- Co ty dzisiaj taka rozpromieniona? - Zapytał tata
- Po prostu miałam cudowny sen - U uśmiechałam się.
- Jasne - Mama nałożyła mi na talerz trochę jajecznicy.
Po śniadaniu miałam jeszcze trochę czasu dla siebie, zanim pójdę do szkoły, więc usiadłam z książka. Nie zdążyłam przeczytać nawet pierwszej linijki. kiedy rozległ się głos mojego telefonu. Aha...zdzwoni Gośka, pewnie znów chce bym poszła do pani Słowińskiej.
- Nie mam się w co ubrać - usłyszałam w słuchawce jęk koleżanki.
- Normalka - skomentowałam złośliwie.
- Nie no, ale na serio.
- Ależ ja ci wierze - Powiedziałam ironicznie. - Szkoda tylko, ze nie masz się w co ubrać w co drugi dzień.
- Nie co drugi, co trzeci - Małgosia zaśmiała się.
- Tak co trzeci. - Przytaknęłam
- A tak w ogóle będziesz wcześniej w szkole.
- Nie! Ja też mam życie!
- Dobra to pa
- Czyli jednak masz co założyć? Pa
No więc w taki oto sposób chwilka czasu przed szkołą, która planowałam spędzić czytając książkę pękła jak mydlana bańka przez Gosie, tak mogłam jej podziękować.
Dotarłam do szkoły, przywitała mnie jak zawsze Gosia która jak zapowiedziała była lekko przed czasem.
- Słuchaj wczoraj pogodziłam się z Łukaszem! - Nie dawała mi spokoju, kiedy zmieniałam buty.
- Łał...to wy byliście pokłóceni? - Uśmiechnęłam się szeroko do niej.
- Tak! I gdybyś mnie choć odrobinę słuchała to byś wiedziała.
- Ale ty i tak ciągle gadasz o tym samym - weszłyśmy na górę, pod oknem stał Bartek, opierał się o ścianę i rozmawiał z kolegą. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Czy coś przegapiłam?
- Nie, dlaczego? - Udałam głupią.
- No wiesz...- Nie dokończyła zdania. ponieważ podszedł do nas Bartek.
- Hej, jak tam Mateusz? - Zapytał się mnie i uśmiechnął .
- A dobrze, dziękuje. - Odwzajemniłam uśmiech. - Dziękuje, ze mi pomogłeś. - Bartek przytulił mnie, a ja poczułam, ze się rumienie. Tak jak zawsze...czy to musi zawsze mi się zdarzać?
Gdy się obejrzałam Gosi już nie było, uciekła i zostawiła mnie sama wrednota jedna.
No ale zrobiłabym raczej to samo na jej miejscu.
Udałam się pod sale od matematyki i usiadłam obok Martyny. Ta wtuliła się we mnie.
- Co tam?
- Nic nowego, a u ciebie?
- Gosia mi powiedziała. - Martyna spojrzała się na mnie mina zabójcy. - Co mi nic nie mówisz.
- Ale nie ma o czym.
- Jasne...No to opowiadaj. - Oczy dziewczyny zaświeciły się z podekscytowania.
- No, ale na serio nic nie zaszło. - Opowiedziałam jej o wczorajszych wydarzeniach.
- Trzeba było go pocałować!
- Jasne już lecę.
Matematyka przeleciała mi szybko, nie zwracałam uwagi nawet na to co mówiła pani.
Na przerwie podszedł do mnie znów ciemnowłosy wybawiciel mego brata.
- Wiesz...- Zaczął - Zadzwoniłbym do ciebie, co z twoim bratem wczoraj...Ale nie posiadam twojego numer.
- Jasne. - Uśmiechnęłam się i podałam mu numer.
Cały dzień uważałam za udany. Gdy wróciłam do domu nawet nie byłam zmęczona. Zjadłam obiad i usiadłam do komputera. Minęła godzina, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ktoś do ciebie córciu - Krzyknęła mama z przedpokoju.
Zdjęłam słuchawki i pobiegłam do przedpokoju. W drzwiach stała zapłakana Martyna, podeszłam i przytuliłam się do niej.
- Co się stało kochanie? - Spytałam się czule i zaprowadziłam ją do mojego pokoju.
- Widziałam...widziałam...go. - Martyna próbowała mi powiedzieć, lecz wydawało się, jakby każde słowo sprawiało jej ból.
- Już dobrze, poczekaj tu chwile. - dałam jej kawałek czekolady.
Gdy Martyna już się uspokoiła. opowiedziała mi, że widziała jak jej chłopak Karol całował Asię. Dziewczynę z równoległej klasy.
Gdy kładłam się spać dostałam sms od Bartka.
" Jak minął dzień"
_______________________________________________
Dziękuje za wszystkie komentarze, Rozdział dziś troszkę dłuższy :)
Zasada ta sama 5 komentarzy = rozdział
nalnana
niedziela, 2 czerwca 2013
sobota, 1 czerwca 2013
ROZDZIAŁ V
- Ania… - usłyszałam mamę wołającą mnie z drugiego pokoju.
- Idę, idę. – Stanęłam w dzwiach dużego pokoju, mama
siedziała na bezowej sofie ze skóry. Wychyliła głowę zza komputera i
uśmiechnęła się.
- Pójdz proszę z Mateuszem na plac zabaw, jego tak roznosi,
a ja mam dużo pracy. – Mamusia spojrzała się na mnie mina dziecka, które
chciałoby dostać lizaka. Ponieważ nie miałam za bardzo nic do roboty, zgodziłam
się na tę propozycje.
Było ciepło, na niebie widniały chmury, które układały się w
przeróżne kształty. Pamiętam, że jak byłam mniejsza bardzo lubiła, siadać z mamą na łące, patrzeć w niebo i używać
swojej wyobraźni by znajdywać w nich zwierzęta, postacie z bajek i inne dziwne
stworki.
W drodze na plac zabaw kupiłam nam lody, gdy doszliśmy na
miejsce oczywiście niezgodnie z zaleceniami mamy zamiast obserwować brata,
usiadłam na ławce, włożyłam słuchawki i
patrzyłam ssie w niebo. Przed oczami przeleciała mi chmura, która przypominała
słonia, a kolejna helikopter…
- Hej. – Zza swoich pleców usłyszałam znajomy głos.
- O cześć. – Przywitałam go serdecznym uśmiechem i wyjęłam
słuchawki z uszu.
- Mogę się przysiąść ?
- Jasne. – I znów się uśmiechnęłam. Chłopak przysiadł koło
mnie i poczułam fale męskich perfum. Bartek był ładny, nie można powiedzieć, ze
nie. Ale jakoś nigdy nie podobał i się specjalnie .Może dlatego, iż nie znałam
go dobrze.
- Co tu robisz? – Zapytał uśmiechając się zawadiacko.
- Pilnuje potwora, a ty? – Chłopak roześmiał się.
- Zabawna jesteś wiesz? Ja? Zobaczyłem ciebie i postanowiłem
podejść. – Poczułam, że właśnie w tym momencie się rumienie. Bartek zdjął
okulary i spojrzał mi w oczy swymi dość dużymi o koloru czekolady. To był już chwyt
poniżej pasa. Momentalnie moje policzki stały się czerwone, a ja nic nie mogłam
na to poradzić.
Spojrzałam w stronę placu, by odwrócić wzrok i przy
okazji odszukać brata. Nagle z niewielkiej drewnianej zjeżdżali, dobiegł mnie płacz mojego brata. Mateusz najprawdopodobniej z niej spadł, leżał na piasku pod zjeżdżalnią płacząc. Zerwałam się z ławki by lecieć mu pomóc, nim się obejrzałam Bartek niósł go na rekach. Zabrałam od niego brata i mocno przytuliłam.- Coś się stało - Spytałam się Mateusza, ale nie musiałam długo czekać na odpowiedz, bo zauważyłam że otarł sobie lewe kolano.
- Boli cię jeszcze coś? - Tym razem zapytał Bartek. Mały pokiwał przecząco galową, wycierając zapłakane oczy.
Bartek niósł Mateusza przez cala drogę do domu.
- Dziękuję ci - dałam mu buziaka w policzek i zabrałam Matiego. Bartek uśmiechnął się i poszedł.
Nie było mamy w domu, znalazłam tylko kartkę, że jest u sąsiadki. No wiec musimy poradzić sobie sami. Wzięłam z łazienki wodę utlenioną i plaster, obmyłam mu kolano - muszę przyznać, ze był bardzo dzielny i przykleiłam plaster.
- Już w porządku? - Zapytałam się małego.\
- Tak - uśmiechnął się i przytulił do mnie.
Gdy wróciła mama opowiedziałam jej cała historie pomijając Bartka. Mateusz potwierdził moja wersje. Wiedziałam po prostu, ze mama była by zła, ze zamiast patrzeć na brata zajmowałam się chłopakiem.
Gdy położyłam się do łózka, myślałam o dzisiejszym zdarzeniu. Nie znałam Bartka z tej strony, może jeszcze mnie czymś zaskoczy.
_______________________________________________________
No to jest rozdział 5, wiem ze jest 7 komentarzy, a miało być 8, no ale niech będzie. W końcu jest dzień dziecka :))
Zasadę zmienię bo widać, ze 8 komentarzy to za dużo no to niech będzie 5 komentarzy = rozdział
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)